Przez blisko 80 lat Tor Wyścigów Konnych Służewiec czekał na światło, które pozwoliłoby w pełni odczytać zamysł jego projektanta. W 1939 roku ogromne przeszklenia były symbolem architektonicznej odwagi, ale także źródłem problemów z temperaturą i komfortem użytkowania. Dopiero współczesna technologia szkła przeciwsłonecznego pozwoliła zachować modernistyczną wizję bez jej termicznych kompromisów.
Miasteczko wyścigowe na obrzeżach Warszawy
Kiedy 3 czerwca 1939 roku otwierano Tor Wyścigów Konnych Służewiec, był to największy i najnowocześniejszy tego typu kompleks w Europie. Na ponad 130 hektarach powstał samowystarczalny organizm: z trzema trybunami, stajniami dla 800 koni, mieszkaniami dla personelu, magazynami paszowymi, własną studnią głębinową i wieżą ciśnień.
Były tu także rozwiązania, które wyprzedzały swoją epokę: automatyczny system zraszania oraz podziemny tunel łączący stajnie i padok z torem. Dzięki niemu konie mogły trafiać na miejsce gonitw bez przecinania głównych ciągów komunikacyjnych.
Za projekt kompleksu odpowiadał hrabia Zygmunt Plater-Zyberk, absolwent Politechniki Warszawskiej, współpracujący między innymi z Juliuszem Żórawskim. Przed rozpoczęciem prac odwiedził najważniejsze tory hippiczne we Francji, Wiedniu i pod Berlinem. Nie zamierzał jednak kopiować istniejących obiektów. Chciał stworzyć miejsce odpowiadające przyszłości Warszawy.
Służewiec był więc czymś więcej niż torem wyścigowym. Łączył funkcje sportowe, mieszkalne i techniczne w spójną całość. W dniu otwarcia stał się najbardziej eleganckim salonem przedwojennej stolicy. Kapelusze, stroje wieczorowe i arystokratyczny rytuał spotykały się tu z betonem, stalą i architekturą, która miała niewiele wspólnego z tradycyjnym pałacem.
Lądowy transatlantyk na zielonym morzu
Architektura trybun czerpała z dwóch źródeł. Z jednej strony realizowała zasady nowoczesnej architektury: konstrukcję opartą na słupach, płaski dach, wolny plan, pasmowe okna i fasadę pozbawioną tradycyjnego ornamentu. Z drugiej – nawiązywała do stylistyki transatlantyków z lat 30. Opływowe bryły, zaokrąglenia, tarasy przypominające pokłady kapitańskie i okna-bulaje sprawiały, że Trybuny I i II wyglądały jak lądowe statki zacumowane na zielonym morzu Służewca.
Sercem Trybuny I jest trójkondygnacyjny hol wejściowy. Od strony padoku rozciąga się ogromne kurtynowe przeszklenie, które zaciera granicę między wnętrzem a zewnętrzem. Widz nie ogląda toru wyłącznie z oddali. Wchodzi w przestrzeń, w której padok, trybuny i światło tworzą jeden kadr.
To właśnie wielkie przeszklenia były jednym z najważniejszych elementów wizji Plater-Zyberka. Pozwalały otworzyć budynek na otoczenie i nadać mu lekkość. Problem polegał na tym, że w latach 30. szkło nie miało jeszcze właściwości, które znamy dzisiaj.
Kiedy szkło nie nadąża za architekturą
Modernizm przyniósł architektom nowe możliwości. Dzięki konstrukcji żelbetowej ściany nośne mogły zostać zastąpione słupami, a fasady otworzyły się na duże powierzchnie szkła. Narodziła się idea „szklanych domów” – budynków jasnych, otwartych i połączonych z otoczeniem.
Ówczesne przeszklenia miały jednak ograniczenia. Pojedyncze szyby, często osadzane w drewnianych ramach, nie zapewniały odpowiedniej izolacyjności cieplnej ani ochrony przed słońcem.
Latem duże szklane powierzchnie szybko zamieniały wnętrza w przegrzane pomieszczenia. Zimą ciepło uciekało przez nie równie łatwo, a galerie i hole wychładzały się. Wielkie okno oznaczało więc wybór między nadmiarem słońca a stratami energii. Wizja architektoniczna była gotowa. Technologia musiała na nią jeszcze poczekać.
Szkło, które pozwoliło wrócić do pierwotnej wizji
Tor Służewiec został wpisany do rejestru zabytków w 1989 roku. Ochroną objęto nie tylko samą bryłę, lecz także jej proporcje, układ i charakterystyczne detale. Tradycyjne ocieplenie ścian mogłoby poprawić parametry energetyczne, ale jednocześnie zmieniłoby wygląd budynku. Pogrubione ściany zaburzyłyby proporcje fasady, a modernistyczne okna optycznie przesunęłyby się w głąb elewacji.
Kluczowe stało się więc znalezienie rozwiązania, które poprawi komfort użytkowania bez zakrywania architektury. Podczas modernizacji ukończonej w 2018 roku szklane galerie Trybun I i II wyposażono w jednokomorowe szyby zespolone Pilkington Insulight™ Sun z hartowanym szkłem przeciwsłonecznym Pilkington Suncool™ 70/35 T. Łącznie zastosowano je na powierzchni 1492 m².
Parametry szkła odpowiadają na dwa problemy, z którymi przedwojenna architektura nie mogła sobie poradzić. Przepuszczalność światła na poziomie 70% pozwala zachować jasne wnętrza i dostęp do naturalnego oświetlenia. Jednocześnie przepuszczalność energii słonecznej wynosząca 35% oznacza ograniczenie zysków ciepła od słońca o 65%.
Latem szkło pomaga chronić galerie przed przegrzewaniem. Zimą powłoka niskoemisyjna ogranicza ucieczkę promieniowania cieplnego z wnętrza. Efekt nie polega na odcięciu budynku od światła, lecz na lepszym rozdzieleniu światła i ciepła – tak, aby jedno nie musiało oznaczać drugiego.
Ważna była także estetyka. Niska refleksyjność i neutralność barw pozwoliły zachować wygląd zabytkowej fasady. Nowe przeszklenia nie dominują nad architekturą i nie tworzą efektu lustrzanej elewacji. Dzięki temu Trybuny nadal wyglądają jak część pierwotnego projektu, a nie jak budynek przykryty współczesną warstwą techniczną.
Światło, na które czekała architektura
Rewitalizacja Służewca nie polegała na unowocześnieniu obiektu za cenę jego charakteru. Jej celem było przywrócenie budynkowi warunków, których pierwotnie potrzebował, aby działać zgodnie z zamysłem projektanta.
Plater-Zyberk chciał otworzyć trybuny na padok i tor. Chciał, aby światło stało się częścią doświadczenia architektury. W 1939 roku pozwalały na to konstrukcja i odwaga projektowa, ale nie parametry szkła. Dziś współczesne przeszklenia przeciwsłoneczne pozwalają zachować tę samą ideę w warunkach odpowiadających współczesnemu użytkowaniu.
To dlatego modernizacja Trybun I i II jest czymś więcej niż wymianą stolarki. Jest powrotem do wizji zapisanej w przedwojennych planach – z tą różnicą, że technologia wreszcie nadążyła za architekturą.